Czat (Wakacje, wieczór)
Tak jak mówię, najsilniejszą grupą w Ikeubukuro teraz, muszą być Dollary!
[Mimo, że nie spotkałem nigdy członka Dollarów. Słyszałem o nich różne pogłoski]
To dlatego, że nie lubią być w centrum uwagi! Poza tym, wszyscy rozmawiają o nich online!
Ach, rozumiem...hm...Wydaje się, że Kanra wie sporo na temat Ikebukuro.
Nie... nie tak dużo.
Ach... więc, więc, więc! słyszałeś o zdarzeniu z czarnym jeźdźcem?
Czarnym jeźdźcem?
[Wow...]
To spowodowało duże zamieszanie w Shinjuku i Ikebukuro! Było nawet w wiadomościach wczoraj!
♂♀
★Tokyo, gdzieś w dzielnicy Bunkyo (Zwykły dzień, północ)
- Jesteś... potworem! AHHHHHH!
Chłopak wydał przeszywający krzyk, wzniósł metalową rurę w dłoni i uciekł. Była północ a on uciekał szalenie z kilku poziomowego parkingu. Ściskał metalową rurę w swojej prawej dłoni, tak mocno, że miała prawie tą samą temperaturę co jego ciało. Jego ręce były zdrętwiałe od zimnego potu, sączącego się z jego dłoni.
Nie było żywej duszy, tylko kilka samochodów czekających w ciszy na swoich właścicieli.
Oprócz dźwięku jego ciężkich kroków, oddechu i gwałtownie przyśpieszającego tętna, na parkingu było zupełnie cicho. Każdy dźwięk rozbrzmiewał w jego uszach.
Przechodząc pomiędzy ogromnymi filarami, zawył:
- Ch-Cholera! Cholera kurwa! Cholera! Ja... Ja... Zginę! Cholera!
Pomimo, że oczy chłopaka płonęły gniewem, słowa, które wylały się z jego ust, były pełne strachu.
Do tego momentu, tatuaż na jego szyi był ciągłym źródłem przerażenia i strachu dla jego wrogów. Ale dzisiaj, tatuaż był zniekształcony tak, aby nie dało się do rozpoznać, przez jego własny strach. Sekundę później tatuaż koloru indygo, który zrobił dla zachcianki, był oznaczony niewątpliwym odciskiem niejakiego czarnego buta-
♂♀
Właściwie, pogłoska krążyła już od dłuższego czasu. Odkąd większość telefonów, ma funkcję kamerowania, dużo ludzi potrafiło sfotografować czarnego jeźdźca, i to było natychmiastowe uderzenie!!
[Ta, też o tym słyszałem. Ale to nie jest tak naprawdę żadna miejska legenda, albo coś egzotycznego i dziwnego, prawda? Prawdopodobnie Bosozoku... ale w sumie, dawno już nie spotykają się na wyścigach...]
Ale to, że to nie ma żadnych świateł czyni go wystarczająco dziwnym!
Gdyby to był człowiek, to jest...
Nie rozumiem cię.
Ach, to...żeby powiedzieć dosadnie, to prawdopodobnie jest potwór!
♂♀
But zetknął się z ciałem przy dźwięku miękkiego, hałasu pękających kości. Chłopak zrobił półkole w powietrzu i przeleciał z głową wykrzywioną w dziwnym kierunku.
Pomimo, że na razie miał wstrząs mózgu, jego kończyny ciągle machały w panice. Było straszliwie zimno a jego ciało było zdrętwiałe, więc prawie nie poczuł zimna ciągnącego od betonu. Wydawało się jakby chłopak uciekał na oślep z jakiegoś koszmaru. Odwrócił się się, zdając sobie sprawę, że powód jego strachu, był zaraz za nim.
To co zobaczył, wydawało się być cieniem- w prawdzie, idealną definicją tego słowa. To był niewątpliwe "cień"
"Cień" nosił na sobie czarny kombinezon motocyklisty bez żadnych bzdurnych wzorów czy symboli. Był tak ciemny, że wyglądał jakby był czarny jak smoła a potem pofarbowany atramentem żeby pogłębić kolor. Gdyby nie odblaski na parkingu, prawdopodobnie, w ogóle nie zauważyłby, że ktoś tu jest.
Ale najbardziej złowieszczą częścią "cienia", był osobliwy kask, który miał na głowie. Razem z nieskazitelną czernią kombinezonu, wzorki na hełmie i jego kształt, zmieszały się razem w pewnej formie abstrakcyjnej sztuki. Choć obydwie rzeczy ogromnie ze sobą kontrastowały, w ogóle ze sobą nie kolidowały.
Przyłbica kasku była tak czarna jak przyciemniane szyby w luksusowych samochodach. Można było przez nią zobaczyć tylko stałe odbicie świateł na parkingu, a nie twarz, która była pod kaskiem.
- ...
Cień nie emanował niczym, oprócz poczuciem spokoju i nie wydawał się być żywą istotą, na pierwszy rzut oka. Chłopak obserwował cień wzrokiem przeszytym strachem i wstrętem.
- Ja...Ja-ja-ja...Ja nie pamiętam żebym obrażał jakiegoś Terminatora!
Normalnie zabrzmiałoby to jak żart, ale chłopak jasno, nie był w nastroju do kiepskich żartów
- P-powiedz! Powiedz! Kim jesteś? Czym do cholery jesteś?
Dla chłopaka samo istnienie takiego cienia, było kompletnie oszałamiające. Robił to co powinien robić, to co zwykle na dolnym piętrze parkingu. Miał tylko wykonać jakieś "zlecenie" i zniknąć. Zlecenie było tylko zwyczajną dostawą "dóbr dla klienta i otrzymaniem, większej ilości "dóbr". To wszystko, zrobił to co zawsze. Co u diabła poszło źle? Co do cholery zrobił żeby przyciągnąć uwagę tego... potwora--
Chłopak i jego "współpracownicy" pragnęli jedynie normalnej roboty, tak jak każdego dnia, ale ich zwykła rutyna została zakłócona bez żadnego ostrzeżenia.
Jak czekali przy wjeździe na parking na przyjazd, jednego z ich kolegów, nagle pojawił się "cień". Motocykl przejechał bezszelestnie przez wjazd, zatrzymując się dziesięć metrów od miejsca gdzie stali oni.
Chłopak i jego koledzy, zauważyli wiele dziwactw kiedy "to" przejechało.
Po pierwsze, kiedy motocykl przejeżdżał, nie wydał żadnego dźwięku. Prawdopodobnie słychać było cichy odgłos tarcia gumowych opon o drogę, ale co najważniejsze silnik był zupełnie niesłyszalny. Oczywiście, jeździec, mógł wyłączyć silnik i jedynie pozwolił przejechać z rozpędu przez wjazd; nawet jeżeli tak było, silnik powinien wydać jakiś dźwięk zanim został wyłączony, ale żaden z nich nic nie usłyszał.
Dziwną rzeczą było to, że oboje motor i jego kierowca byli zupełnie czarni. Skrzynka silnikowa, wał napędowy i nawet felgi były kompletnie czarne. Nie było żadnych świateł, a tam gdzie powinna być rejestracja, była tylko czarna tabliczka. Mogli jedynie zauważyć to, że sam motocykl był cieniem ponieważ był słabo oświetlony przez lampy uliczne i światło księżyca.
Jeszcze bardziej osobliwy był fakt, że czarna ręka jeźdźca trzymała ogromny przedmiot. Rozmiar tego przedmiotu był porównywalny do rozmiaru samego jeźdźca. I przy wąskim końcu, ciemna ciecz kapała na asfalt
- Koji...?
Jeden z towarzyszy chłopaka mógł dostrzec czym był postrzępiony przedmiot. Jeździec, nadal na motocyklu, zwolnił swój uściski cisnął przedmiot-- nie, "go" na asfalt.
To była osoba, na którą czekali, kolega, który się spóźnił. Jego twarz spuchła, jakby był niemiłosiernie pobity i krew wypływała z jego nosa i ust.
- To nie może być...
- Kim on do diabła jest?
Każdy czuł się raczej dziwnie, ale żaden z nich nie był przerażony. Nie czuli nawet gniewu, spowodowanego widokiem ich kolegi tak pobitego, prawdopodobnie, że cała grupa była złożona z kolegów i niczego więcej.
- Czego chcesz? Czego chcesz? Czego do cholery chcesz?
Jeden z nich, facet w bluzie z kapturem, który wyglądał jak najgłupszy ze wszystkich, wystąpił naprzód. Jeździec był sam, a ich była piątka. Mieli przewagę liczebną, co sprawiło, że chłopak był wyjątkowo arogancki. Moment kiedy dotarł do motocyklu, był momentem kiedy role się odwróciły. Był jeden na jednego i jedyną osobą, która to zauważyła była ta na motocyklu.
- ...
Chrupnięcie.
Słychać było złowieszczy przygniatający dźwięk, coś nieziemskiego. Dźwięk, który sprawił, że można był czuć wyłącznie niepokój. Dźwięk, który włączył ich wewnętrzne syreny, zawodzące "Niebezpieczeństwo, niebezpieczeństwo.."
W tym samym czasie, facet w bluzie upadł na ziemie, jego twarz uderzyła o asfalt.
- Co do---?
Inni byli zaniepokojeni.
Jak to zwykle robili kiedy byli w robocie, zwracali bezpośrednią uwagę na ich otoczenie. Dopiero wtedy zrozumieli to, że ich wrogiem w tej chwili była osoba na motocyklu przed nimi- "cień" powoli zniżał się wtapiając w podłoże.
Uważnie obserwowali jego ruchy. Położyło swoją stopę na ziemi, co oznaczało, że musiał mieć ją w powietrzu, ale bardziej spostrzegawczy z kolegów patrzył na coś całkowicie innego.
Patrzyli co było pod butem: okulary faceta, który przyszedł w bluzie.
Teraz wreszcie zrozumieli co się wydarzyło.
-- "Cień" siedzący na motocyklu kopnął gościa w bluzie z łatwością, pozbawiając go przytomności.
Jeżeli spojrzeliby na jego twarz, zauważyliby, że miał złamany nos. "Cień" obliczył dystans tak, aby nie wykopać go za daleko, użył wcięcia w podeszwie, swojego buta, aby położyć stopę na jego nosie i wykręcić go.
Obserwatorzy, ledwie mogli to pojąć. Połowa z nich uważała, że to dziwne. Jak kto, kto był kopnięty w ten sposób, mógł upaść płasko na ziemię? Bez zastanawiania się, druga połowa grupy złapała za pałki policyjne i paralizatory, które mieli przytroczone przy biodrach.
- Co... Co się do cholery stało? Ech... ach? Ale... jak on się zranił?
Kiedy chłopaki tylko zastanawiali się nad tym, dwójka z ich koleżków zawyła z wściekłości i rzuciła się na motocykl.
- Ach, hej...
Kiedy chłopaki zastanawiali się co powiedzieć, zauważyli, ze "cień" bezszelestnie zszedł z motocykla. Mogli usłyszeć chrzęszczenie kiedy nadepnął na rozbite okulary. "Cień" był zupełnie bez wyrazu kiedy zaledwie postąpił parę bezgłośnych kroków w ich stronę. Poruszał się w elegancki sposób, uosobienie cienia.
Zdarzenia, które nastąpiły potem, wryły się głęboko w pamięć młodych opryszków i wydawały się być puszczane w zwolnionym tempie. Prawdopodobnie dlatego, że sytuacja była zbyt surrealistyczna, aby w całości ją ogarnąć, albo dlatego, że poczucie zagrożenia, szybko wzrastało z sekundy na sekundę.
Jeden z nich przysunął paralizator do ciała "cienia".
-- Ale czy prąd może przeniknąć tę skórę?
Zauważył jak "Cień" wzdrygnął się gwałtownie kiedy to pytanie przyszło mu do głowy. Najwyraźniej mógł. Problem rozwiązany. Mężczyzna odetchnął z ulgą i potelepał go jeszcze dwa razy, ale w następnym momencie, klatka piersiowa chuligana zacisnęła się znowu w niepokoju.
"Cień" telepał się niepohamowanie, ale wyciągnął rękę, aby złapać dłoń innego mężczyzny, który był uzbrojony w pałkę.
- ARGH!!
W odróżnieniu od "cienia", który jedynie się trząsł, gość, który trzymał pałkę, przewrócił się do tyłu i gwałtownie upadł na ziemię.
- Ty skurwysynu...
Gość z paralizatorem, nagle zauważył, że "cień" sięgał teraz po niego i prędko wyłączył swoją broń. Sytuacja się nie polepszyła i "cień" zaczął zamykać swoją dłoń w uścisku na jego szyi.
Nawet kiedy walczył używając całej swojej siły, "cień" wcale nie zwolnił swojego bezwzględnego uścisku. nawet kiedy kopał go mocno w golenie, jego kask odbijał tylko spokojną ciemność.
- Ech... ach
Gość z paralizatorem, był duszony dopóki jego gałki oczne nie zniknęły w oczodołach, pozostawiając widocznymi jedynie białka. Upadł w podobny sposób jak gość, uzbrojony w pałkę.
-- Nie dobrze.
Nawet jeśli, nie do końca wiedział co się dzieje, wiedział, że cokolwiek to było nie było dobre. Nie ruszył się nawet na centymetr. Włączając Koji'ego, czwórka z ich szóstki, została już powalona. Przerażenie pojawiło się w piersi chuligana, nie dlatego, że był tchórzem, ale dlatego, że nie miał bladego pojęcia co się właśnie zdarzyło.
- Wygląda na to, że wie, jak się bić
Chuligan był cholernie przerażony, ale jego kolega po prawej był o wiele spokojniejszy i wyszeptywał swoje spekulacje
- Ga.
W odpowiedzi, chłopak wymówił tylko jego imię. Facet, ten, który nazywał się Ga mógłby być traktowany jako przywódca tej szajki. Obserwował ruchy "cienia" w milczeniu. Nawet jeżeli nie było śladu wielkiego przerażenia w jego oczach, nie można było powiedzieć, że był całkowicie opanowany.
Ga wyciągnął ogromny nóż ze swojej kurtki.
- Nie wiem, w czym tym się parasz... ale zginiesz jeśli zostaniesz tym dźgnięty
Powiedział ostrożnie, trzymając nóż w ręce, potoczył się ku "cieniowi"
Nóż przekręcił się w jego dłoniach. Był o wiele większy niż nóż do owoców albo sztylet, ale nie był, aż tak duży jak te noże w mangach. Rękojeść noża wpasowywała się idealnie w jego dłoń, a ostrze, które było podobnej długości co rękojeść, błysnęło lodowato.
- Nie obchodzi mnie, co zrobiłeś wcześniej, ale wydaje mi się, że nie możesz tego zatrzymać gołymi rękoma...co? Co?
Działania "cienia", sprawiły, że jego zaczepki uwięzły mu w gardle.
"Cień" lekko się pochylił i podniósł dwie rzeczy przed nim: pałkę i paralizator, ta które wcześniej należały do dwóch chuliganów
- ...
W prawej ręce trzymał paralizator. W lewej była policyjna pałka. To była dziwna forma nito-ryuu*
Parking, przedtem taki cichy jak straszliwy, teraz pogrążył się w zupełnej ciszy.
- Ech... dziwne... Nie może być! Nie walczysz na gołe pięści? - przywódca zapytał, mącąc ciszę. Brzmiał bardziej, jakby zadawał pytanie samemu sobie, a nie "cieniowi"
Choć, jego pytanie, brzmiało trochę jak żart, jego głos był zatrwożony. Jeżeli zaatakowali by go wszyscy naraz! Teraz wydawało się, że nie ma już ucieczki, ale źle by to wyglądało, gdyby zarządził odwrót.
Opryszek stojący za nim nie mógł ruszyć się z miejsca. Jeżeli przeciwnikiem byłby jakiś członek gangu albo policjant, rzuciłby się, aby pomóc bez zastanowienia. Nie, cała czwórka by to zrobiła.
Ale, akurat w tym momencie "rzecz" przeciw, której walczyli była za bardzo przerażająca. Już dłużej nie zachowywali się tak jak przedtem. Stojący przed nimi był kimś ubranym w kombinezon motocyklisty, ale nieprzyjemna aura, która roztaczał"cień", sprawiała, że czuł pewien rodzaj niepokoju, tak jakby jego istnienie odpływało do jakiegoś nieziemskiego miejsca.
Prawdopodobnie dlatego, ze zauważył niepokój chłopaka, Ga zacisnął swoje zęby i wykrzyknął:
- Ty dupku! mam ze sobą tylko jeden nóż, a ty tu tchórzysz! Jesteś cipą!
W chwili kiedy buntował się przeciwko temu jak bardzo niesprawiedliwa cała sytuacja dla niego była, "cień" cicho wstał i spojrzał na przywódcę. I wtedy opryszek zobaczył "to" materializowało się wyraźnie, przed jego własnymi oczami.
♂♀
Czarny jeździec nie jest człowiekiem.
Więc czym?
[Po prostu idiotą]
Dotachin mówi, że możliwe, że jest kosiarzem
Dotachin?
Widziałem to przedtem, właściwie...czarnego motocyklistę ścigającego kogoś
Kim jest Dotachin?
[Zadzwoniłeś na policję?]
Jak powinienem to ująć... Po prostu, fakt, że miał tą rzecz znaczył, że nie może być człowiekiem.
Hej, nie ignorujcie mnie! Kim jest Dotachin?!
Na początku nie byłem pewien, ale wtedy zrozumiałem, że to wychodziło z jego ciała--
...
?
[Myślę, że stracił połączenie]
Co? Ale był dopiero w środku dwóch historii! Co wychodziło z jego ciała?
I kim jest Dotachin?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dziękuję za dotrwanie do samego końca ^-^, mam nadzieję, że w moim tłumaczeniu nie ma wiele niejasności. Kolejne rozdziały będą się pojawiały dwa razy w tygodniu (prawdopodobnie wtorek i sobota, albo coś w ten deseń).
Jeżeli Wam się podobało to zostawcie komentarz, to naprawdę pomaga, kiedy wiesz, że robisz coś i męczysz się z tym wszystkim dla kogoś, kto to docenia :>
*nito-ryuu - japońska technika walki z dwoma mieczami w dłoniach.
Nieprofesjonalne tłumaczenie, dzieła Ryōgo Narity pt. "Durarara!!" Poza tłumaczeniem, nic nie należy do mnie.
niedziela, 28 lutego 2016
Durarara!! Vol. 1 - Proglog
- To takie ekscytujące! Takie ekscytujące! Tak bardzo ekscytujące! Jest ciągle tyle rzeczy, których nie wiem o tym mieście! Nawet teraz, kiedy mówię zaczyna się coś nowego, ukazuje się, i coś innego się kończy, znika. Jak mogę opuścić miejsce gdzie gromadzi się tak wielu ludzi? MIŁOŚĆ DO LUDZKOŚCI! Kocham ludzi! Kocham was wszystkich!
W tokijskim Ikebukuro, gromadzą się dziwne grupy ludzi: młodzi, którzy szukają niezwykłego życia, rozrabiający chuligani, szalone stalkujące dziewczyny, informatorzy, którzy sprzedają informacje dla swojej własnej rozrywki, podziemni doktorzy, którzy zajmują się oryginalnymi "dolegliwościami", licealiści z obsesją na punkcie okultyzmu i, oczywiście, czarny jeździec bez głowy.
Razem, te osobliwe postacie, opowiadają bardzo niezwykłą historię, w tym bardzo intrygującą. Nawet tak przewrotni, nadal potrafią rozmawiać o miłości
To jest przewrotna historia:
- Seiji! Seiji! Jesteś w domu? Znowu przyszłam! O nie, znowu, przypadkowo zamknąłeś drzwi? Teraz nie mogę wejść do środka!
Niebezpieczeństwo, niebezpieczeństwo. Prześladowca włamał się do mojego domu. Ona wali w moje drzwi i nawet nie przyjdzie jej do głowy żeby użyć dzwonka. Co ona do cholery sobie myśli?
- Drzwi są zamknięte! Seiji, nie śpisz, prawda? Ach-- to mój pierwszy raz, gdy wołam kogoś kiedy śpi! Jestem taka niegrzeczna!
Ostrzeżenie, ostrzeżenie... Chodziłem jak na szpilkach od ubiegłego tygodnia. Ubiegłego tygodnia. Ubiegłego tygodnia uratowałem dwie idiotki, nękane przez jakiegoś opryszka. Zapytałem ich i dowiedziałem się, że będą uczęszczać do tej samej szkoły co ja i będą się uczyć w tej samej klasie, na pierwszym roku. Ale nigdy nie spodziewałem się, że sprawy potoczą się w ten sposób. Jedna z nich była uprzejmą szarą myszką, ale druga...
- Cóż... Właściwie ja... ja zawsze lubiłam Seiji'ego! Pamiętasz? Podczas egzaminów wstępnych, siedziałam zaraz obok ciebie, Seiji! Gość, który siedział po mojej prawej, miał to totalnie świetne imię, "Ryguugamine Mikado", i chciałam wiedzieć, jak się nazywa osoba po mojej lewej, więc odwróciłam się i-- to była miłość od pierwszego wejrzenia! Od tamtego dnia, zawsze pamiętałam jak masz na imię, Seiji! Nawet jeśli nie miałam dość odwagi, żeby wyznać ci co czuję tamtego dnia... ale właśnie ubiegłego tygodnia, Seiji uratował mnie i w tamtym momencie pomyślałam.. ach, to musiało być przeznaczenie? Wiesz jak mnie to ośmieliło? Więc- Więc, pozwól mi znowu na siebie spojrzeć, dobrze? Seiji, naprawdę chce zobaczyć tą silną, energiczną twarz! Proszę, proszę, ładnie proszę, Seiji!
Uwaga, uwaga. Po tym jak ją uratowałem, potajemnie podążała za mną, aż do mojego domu. I robiła to ciągle, przez następny tydzień. Nawet kiedy mówiłem jej, żeby się odpieprzyła, dużo razy. Te bzdury, które teraz wykrzykuję? Słyszałem to już tysiąc razy.
- Nie mów mi, że jesteś chory, Seiji?! Jesteś tak chory, że nie możesz mi odpowiedzieć? To straszne! Pośpiesz się i otwórz drzwi, Seiji! Od tego dnia, kiedy pisaliśmy egzaminy wstępne, szukałam informacji na twój temat, Seiji! Wiem kiedy masz urodziny, o twojej rodzinie... wszytko co dotyczy ciebie!
Policja. Policja. Mówiłem jej, że wezwę policje-- wycofywała się tylko wtedy, kiedy jej to mówiłem.
Trzy godziny po najściu, przypuszczałem, że dziewczyna wreszcie wróciła do domu, więc poszedłem zrobić zakupy, w sklepie na dole. Zawsze, kiedy w ciągu tygodnia myłem zęby, wspomnienia o tej dziewczynie zawsze przelatywały mi przez głowę.
Pierwszym wrażenie jakie na mnie wywarła, było to, że to raczej ładna dziewczyna, dojrzała i obyta. Prawdopodobnie "piękna dama" byłoby lepszym określeniem. Ale dlaczego taka cudowna dziewczyna jak ona, nie miała chłopaka? To co właśnie przeżywałem było idealną odpowiedzią na to pytanie. Nie ważne jak urocza była ta indywidualistka, nadal chciałem grzecznie ją odrzucić. Jeśli byłby to ktoś, kto naprawdę chciał mieć dziewczynę, nie zastanowiłby się dwa razy czy zaakceptować jej miłość ; ale ja, nie jestem zainteresowany. Nawet odrobinę. Ponieważ ja już mam "dziewczynę".
Ale co z jutrzejszym rozpoczęciem roku? Myślałem o tym kiedy schodziłem na dół wąskim korytarzem.
Jeżeli pójdę jutro do szkoły, będę musiał ją spotkać. Lepiej będzie jeśli nie pójdę. Ach... to nie ma znaczenia. Mam już dziewczynę. Jest cicha i piękna, dużo bardziej od tamtej dziewczyny. Tak długo jak jestem z nią, nie ma znaczenia czy pójdę do szkoły czy nie. Może powinienem po prostu pracować w biurze mojej siostry i być jednym z tych pracujących dorywczo uczniów albo coś w tym stylu.
Ach, pamiętam! Wreszcie pamiętam, dlaczego uratowałem te dwie dziewczyny. Nawet jeśli to zupełnie różne sprawy, jedna z nich naprawdę wyglądała jak moja dziewczyna, więc ją uratowałem. Teraz jak o tym pomyślę, to była najgłupsza rzecz jaką mógłbym zrobić. Uratowałem tylko dlatego, że wyglądała jak ona, ale skąd mogłem wiedzieć, że była osobą tego pokroju?
Myślałem o tym, wkładając klucz do zamka.
Ech? Dziwne
-- Drzwi są otwarte.
Niebezpieczeństwo, niebezpieczeństwo- moje całe ciało było zaalarmowane.
Syreny wyły; Otworzyłem drzwi i ujrzałem parę damskich butów.
- Se- Seiji...
Kiedy wszedłem do mieszkania, zobaczyłem tą prześladowczynię stojącą tam. Po prostu stała.
Wtedy sobie uświadomiłem, nawet jeśli patrzyłem na dziewczynę, która włamała się do mojego apartamentu, byłem dziwnie spokojny. Przez cały czas obserwowałem jej wyraz twarzy.
Więc wyrzuciłem z siebie parę słów i były one zimne, zimniejsze niż się spodziewałem. Takie zimne, że nawet ja byłem zdziwiony.
- Więc widziałaś?
- Ech... to... ja... uch
Wyraz, który pojawił się na jej twarzy, był kompletnie inny niż przedtem. Był niespokojny i pełny przerażenia.
... Hmph, więc nawet ona była w stanie czuć takie emocje.
Wtedy byłem pewien. Byłem pewien-- ta dziewczyna widziała coś czego nie powinna widzieć.
- To... to... Seiji... Ja...uch... Nikomu nie powiem! Nawet jeżeli jesteś taki, ja nadal cię lubię Seiji! Um... więc... więc... nie martw się! Nie ważne jakie masz nawyki, Ja na pewno je zaakceptuje... więc... to... to jest.
Role się odwróciły. Teraz ona była tą, która nie mogła zaatakować.
- W porządku.
- Seiji!
Kiedy to powiedziałem, ta prześladowczyni wydawała się, znowu pełna nadziei.
- W porządku.
- Sei...ji?
Zauważyła moje lodowate spojrzenie. W tym momencie, jej twarz zamgliła się w niepokoju. Chciałem zobaczyć kompletną rozpacz, więc powtórzyłem:
- W porządku.
- Seiji!
Kiedy siostra przyprowadziła kilku podwładnych tej nocy, siedziałem w salonie, jedząc kluski z gorącego kubka. Dwóch podwładnych zręcznie schowali ciało prześladowczyni do walizki i wynieśli je. Siostra zbadała wzrokiem pokój, patrząc na ślady krwi na ścianie i przytuliła mnie mocno
- W porządku, nie martw się o to.
Nawet jeśli było trochę ciepła w jej uścisku. Zauważyłem, że jeść było raczej trudno, kiedy mnie trzymała.
- Seiji, nie musisz się o to nic martwić. Twoja siostra się wszystkim zajmie, rozumiesz?
- Siostro, nie martwię się tą dziewczyną, martwię się o "nią".
- Więc to Seiji ją zabrał... nie ma znaczenia, zostaw wszystko swojej siostrze. To nie kłopot; tak długo jak ja jestem tutaj, nie pozwolę by coś ci stało się Seijiemu...zwłaszcza ci policjanci-- Nigdy nie pozwolę im cię zabrać, nigdy, nigdy, więc możesz po prostu siedzieć i się zrelaksować.
Po tym jak siostra skończyła mówić, wydała podwładnym kila poleceń i wyszła.
Myślę, że nie powinienem pracować w biurze mojej siostry, wydaje się, że ma kilka podziemnych kontaktów, o których spółka nie ma pojęcia. Jak ci podwładni dzisiaj. Zobaczyli martwą osobę i wykonywali instrukcje, nie wzdragając się ani razu. To nie dobrze.
Nie mam zamiaru pracować z tymi złymi ludźmi. Jeśli to zrobię, nie stanę się jak oni?
A jeśli stanę się jak oni i pójdę do więzienia, ona będzie taka samotna. Nigdy nie pozwolę, by coś podobnego się wydarzyło-- Nigdy nie pozwolę by była samotna.
Kiedy patrzyłem jak podwładni siostry, spokojnie zeskrobywali ślady krwi ze ściany, odstawiłem przegotowany kubek klusków.
Ach, te kluski smakowały naprawdę źle.
To jest przewrotna historia.
-- Przewrotna... miłosna historia
Subskrybuj:
Posty (Atom)